Jak dr biskup Michalik na pasterce przed sobą samym ostrzegał

Wyobrażam sobie dobry Kościół, w którym po obcowaniu z tworzącymi go ludźmi chce się być lepszym człowiekiem. Co jednak, kiedy mamy czuć się dobrzy tylko dlatego, że inni są straszni?

Jezus mówił o świetle, które ma świecić przed ludźmi, by widzieli dobre uczynki. Nam oto w Polsce wskazuje się mrok i mówi się, że w kontraście do zła jesteśmy jaśniejsi. Gdzieś zagubiło się zdanie, że kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by mu rzekł "bezbożniku!" podlega karze piekła.

W tym kontekście przyjrzyjmy się homilii bożonarodzeniowej podczas pasterki w Przemyślu. Biskup ostrzega, by się bać wykształconych serc, a nie tych prostych. Bo są tacy wykształceni, którzy całe życie kłamią. Ponieważ jestem wykształcony, jakoś tak się poczułem wrogiem. Biskup Michalik też ma doktorat, więc może ostrzega przed samym sobą? Mówi tak:

- Dzisiaj żyjemy właśnie w tych czasach, że nam próbują wmówić, że małżeństwo między mężczyzną i kobietą to jest przestarzałość, że wierność Bożym przykazaniom, że świętowanie dnia Pańskiego, że nie kradnij, nie kłam, że nieczystość, to jest przestarzałość.

Dziwne. Bo właśnie chodzi o to, żeby małżeństwo jako prawdziwe scementowanie związku mogło być dziś dostępne dla tych, którzy byli prześladowani, którzy byli wtrącani do więzień i potępiani. Gdyby małżeństwo było przestarzałością, nikt by go dziś nie chciał. I tego właśnie małżeństwa im się odmawia. Choć oni kochają tak, jak Bóg wpisał w ich naturę, a o naturę chodzi. Zatem z małżeństwem jest wręcz przeciwnie, niż głosi cytowana homilia. Chodzi w nim właśnie o czystość. Ale nie wierzę, że biskup chciał coś pomylić.

Nawiązując do biskupa Sapiehy i działań Niemców podczas II wojny światowej, którzy chcieli rozbić jedność narodu polskiego z Kościołem, stwierdza, że i obecnie Kościół jest atakowany. Czy kiedy ktoś nie zgadza się z Kościołem, to musi od razu go atakować? I po co ci Niemcy? Po co taki kontekst? Skąd to skojarzenie? Nie sądzę, że biskup chciał etykietować kogoś, kto się nie zgadza z Kościołem jako podobnego hitlerowcom (Niemcom podczas II wojny światowej). Nie sądzę, że określa swych niewierzących rodaków jako wrogów i wyklucza z narodu. To byłoby wbrew temu, co należy robić przed ołtarzem, zwłaszcza w te święte dni: jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim! Potem przyjdź i dar swój ofiaruj!

Biskup za chwalebne uznał domaganie się polskiego, chrześcijańskiego narodu praw m.in. dla telewizji Trwam, dla Radia Maryja, dla "innych oddechów wolności".

Tu jest taki skrót myślowy; biskup nie przypomina dalej w swej wypowiedzi, że nikt nie odmawiał wydania pozytywnej decyzji TV Trwam, o ile zastosuje się do przepisów prawa i ujawni swoje finanse – ponieważ koncesja kosztowała 12 mln zł i zabezpieczenia kosztów nadawania 7 mln zł przez dziesięć lat. Fundacja Lux Veritas stwierdziła, że pożyczy 68 milionów od Warszawskiej Prowincji Redemptorystów. I jednocześnie odmówiła udzielenia KRRiTV informacji na temat warunków spłaty tej pożyczki. To taki niejawny oddech wolności.

Dopiero gdy TV Trwam została członkiem Kasy Stefczyka, który dał jej promesę na 15 mln złotych, sprawa się pozytywnie zakończyła. Naród chrześcijański był tu regularnie niedoinformowany, gdyż nie można powiedzieć, że oszukiwany, bo wówczas tradycyjne "nie kłam" byłoby przestarzałością. I może lepiej nie mówić "polski chrześcijański naród", naród jest jeden - złożony z chrześcijan, niechrześcijan i niewierzących, których nie można wykluczać z narodu. A nie przypominam sobie, żeby biskup był w narodowych wyborach wybierany, by rozporządzać takimi ogólnikami. Ale nie wierzę, że chciał powiedzieć o jakimś wrogu, od którego trzeba się było "domagać" miejsca dla TV Trwam. Tak tylko mu się uprościło.

Biskup przypomina słowa Wyszyńskiego, że "żeby głosić kłamstwo, trzeba całego systemu, żeby głosić prawdę wystarczy jeden człowiek". Nie sądziłem zrazu, żeby miał tu na myśli rodziców molestowanych dzieci wobec systemu ukrywania tego procederu. Ale jeśli tak, to wspaniale. Chylę głowę przed taką pokorą. Tylko czy to jedno zdanie, zdanie godne chrześcijanina uderzającego się we własne piersi, powinno pojawiać się wypowiedzi, która stawia krytycznych wobec Kościoła rodaków w jednym szeregu z nazistami?

Może bez wroga trudniej byłoby o przesłanie. My Polacy musimy z kimś walczyć. Choćby z bliźnim. Choćby z miłości do tego bliźniego.
Trwa ładowanie komentarzy...