Nic śmiesznego

Geje i niepełnosprawni – takie tematy pojawiały się w nowym polskim kinie na tegorocznym festiwalu w Gdyni. Kino odwraca się od relacji władza – jednostka na rzecz relacji społeczeństwo – jednostka i jej wykluczenie.

Jacek Wasilewski: Filmy o zaangażowaniu społecznym czy systemie, jak Kret, Układ zamknięty, całe wajdowisko - zdają się oddawać pola nowemu podziałowi. Ten podział zaznacza się również w polityce – mamy pewną zgodę co do pryncypiów politycznych i trzeba wytworzyć sztuczne podziały, które są oczywiście podziałami obyczajowymi . Politycy przepływają z partii do partii niczym elektrony w pręcie (Sikorski, Religa, Gilowska itd.), a w okrzykach wiecowych komunikuje się rów i podział, który coraz silniej zaznacza się w kwestiach obyczajowych właśnie (in vitro, celibat, antykoncepcja, homoerotyzm, gender, partnerskie zarobki).

Ms. Highway: A może właśnie naszego polskiego widza trzeba na nowo uczulić na krzywdę zamiast zachwycać go w nieustannie odrealnianymi bohaterami składającymi to, co najcenniejsze, na ołtarzu ojczyzny? Przecież my nawet nie wiemy, czy AK-owcy się jąkali.
Jacek Wasilewski: No właśnie. A w zaprezentowanych w Gdyni filmach problemy gejów i niepełnosprawnych ukazywane były w kontekście przeciwstawienia się wykluczeniu, ukazania godności grup wykluczonych: Płynące wieżowce, W imię - homoseksualizm, Imagine, Chce się żyć i Dziewczyna z szafy –niepełnosprawni oraz Ida , Papusza – jeśli chodzi o mniejszości etniczne.
Ms. Highway: Szkoda tylko, że nie mamy takich filmów, jak Forrest Gump, które zamiast nas trapić i przerażać, oswajają z Innością i uczą ją rozumieć.
Jacek Wasilewski: Na festiwalu była tylko jedna komedia Bromskiego (Bilet na księżyc) – a jak powiedział sam Bromski na gali finałowej, myślał, że pisał dramat… Zresztą to komedia zakorzeniona w PRL, bo jakoś komedie o tamtych czasach wychodziły .
Ms Highway: Wychodziły, bo widz potrafił cieszyć się z dwuznaczności i niuansów, bo one były jego małym zwycięstwem nad opresywnym systemem. Dziś widz uśmiecha się głównie na widok proboszcza i wójta z Rancza, ale nie śmieje się wtedy z siebie. Polski widz śmiać z siebie się już nie potrafi.
Jacek Wasilewski: Wszystkie filmy były też dofinansowane przez PISF. To prowadzi do trzech wniosków . Pierwsze dotyczą komedii: albo prawdziwe kino w Polsce musi być dramatem i komedia jest uważana za podlejszy gatunek, który nie nadaje się na dodane doń pieniędzy podatnika, albo jest ogólnie ponuro i standard komediowy wyznaczają kabaretony w TVP, a całe stado komediopisarzy umarło w niewyjaśnionych okolicznościach. Drugi wniosek jest taki, że w Polsce nie ma sensownego mecenatu filmowego, skoro wszystkie musi dofinansowywać państwo i telewizja publiczna, żeby w ogóle powstały.
Ms. Highway: Wiesz, w sumie łatwiej jest sprawić, żeby ktoś się popłakał niż uśmiechnął. Zwłaszcza w Polsce, gdzie nieznośna lekkość wzruszania się jest wpisana w narodowy charakter.
Jacek Wasilewski: Chciałoby się powiedzieć, że film polski zerwał z narodem i zajął się na szczęście ludźmi, a nie Polską, ale trzeba znaleźć tu łyżkę dziegciu. Piękne filmy opowiadają historie jednostkowe tak pięknie, że na estetycznym doznaniu możemy poprzestać i niekoniecznie będzie nam się chciało iść i zagłosować w wyborach na tych, którzy chcą na przykład zmian w systemie opieki społecznej. Problem zostaje przeniesiony ze sfery publicznej do prywatnej, identyfikujemy się z bohaterami, ale nie widzimy na horyzoncie rozwiązań systemowych. Oczywiście jest to kwestia pozaartystyczna, ale skoro podatnicy składają się na filmy?
Z drugiej strony nie ma co narzekać - i tak jest postęp, bo do niedawna za publiczne pieniądze powstawały filmy umacniające nieufność do państwa jako instytucji. Ta nieufność generowała następne dostawowe koszty w urzędach, które wydawały setki tysięcy, by… zmniejszyć tę wykreowaną w mediach nieufność. Np. brak zaufania do prokuratury czy policji to setki tysięcy wydprzeznaczone na dodatkowe ekspertyzy, pościgi i przesłuchania. Dziś, gdy widzi się policjanta drogówki, wcale nie ma się ochoty podnieść mu pensji.
Ms Highway: I nie rozumie się tego, że policjant nigdy nie był, nie jest i być nie może rycerzem Jedi niepokalanym jak chłopcy z Czasu honoru.
Jacek Wasilewski: Można się tylko cieszyć, że kiedy telewizja petryfikuje mity, polskie kino zajęło się rozprawą z tym, co w naszym grajdołku wymaga jeszcze rozpracowania, czyli ksenofobią i egoizmem normalsa z zakurzoną książeczką do nabożeństwa. Niektóre filmy są wspaniałe – na filmie Chce się żyć można się i popłakać i roześmiać przeżyć prawdziwe katharsis. Brawurowy Dawid Ogrodnik zapewne nie dostanie się na Pudelka, ale Chyra ma dzięki roli księdza geja większe szanse na umocnienie swojej tabloidowej pozycji . Za to polskie kino zajęło się tym, czego nie ma w telewizji (homoseksualiści, niepełnosprawni, problemy z macierzyństwem - Bejbi Blues i Miłość), tak jakby telewizja robiąc rachunek sumienia dała kopertę kinu, by ogarniających nas problemów nie mieć na ekranie.
Ms Highway: Telewizja w Polsce specjalizuje się w rozgrywaniu prostych emocji i uruchamianiu prostych skryptów. Na Zachodzie mamy już seriale, które zaczynają podgryzać „kinowe ciastko” – Homeland, Mad Men, The Killing, House of Cards świetnie sobie radzą w tworzeniu opowieści budzących emocje ambiwalentnych, trudne. Kiedy oglądasz kilkanaście odcinków z rzędu, bo nie potrafisz się oderwać, nie liczysz na happy end.
Jacek Wasilewski: Trawiąc celuloidy z ostatniego festiwalu w Gdyni ma się dziwne wrażenie, że jest dobrze, widząc, jak jest źle.
  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Kino
Trwa ładowanie komentarzy...