Bigos religijny w koszyczku

Nienaltowski.net
Koszyczek traktuję jako pewną biblioteczkę czasów, przez które przeszła nasza kultura, podręczny zestaw multireligijny.

Jacek Wasilewski: Zastanawiałaś się, co ma wspólnego zajączek z kurczakiem?

Ms. Highway: Wzbudzają czułość, są miłe w dotyku i pojawiają się w reklamach wszystkiego, co chcielibyśmy, żeby nas zmiękczyło?

JW: No właśnie nie do końca. To dwie mitologiczne bestie, niewinne stwory, które swoją pogańską milusińskością atakują nas w środku surowego triduum paschalnego, czyli w sobotę. Wielkanoc u Germanów wiąże się z boginią Osterą (Ostern-Eastern), którą wyobrażano sobie z odradzającym się na zimę z jaja zającem. To bardzo stary zając, sięgający jeszcze Isztar, Aszery czy jak ją tam nazwać. Demeter miała czasem zajęczy łebek, ale kłosy są bardziej sexy.

MH: Jak dla kogo - przemawia przez Ciebie typowo polska chłopomania. Im większy mieszczuch, tym bardziej kuszą go kłosy.

JW: No więc znalazło się jajo u zająca. Kurczaczek i jajo to dwie formy tego samego, tyle tylko, że kurczak i zając są już po stronie wiosny, a jajo jeszcze po stronie zimy. W ogóle jajo jest magiczne. Według Rzymian wszystko zaczyna się ab ovo – z jajka, a omne vivum ex ovo – wszelkie życie jest z jajka. Jajo w mitach jest początkiem stworzenia i choć ma mało wspólnego z Jezusem, wygląda na tyle fikuśnie, że wtoczyło się do koszyka. Wykopano u nas malowane jajka sprzed tysiąca lat, więc można powiedzieć, duch w narodzie nie ginie.

MH: Jajo to niewinność i tajemnica, zapowiedź narodzin. I ma dużo większy potencjał, by być glamour. Widziałeś kiedyś, żeby popkultura podniecała się pozłacanym baziem? Nikogo, kto nie widział szumiącej wierzby, nie bedą interesowały bazie. A jajo Faberge jest ponad kulturowymi podziałami.

JW: Kotki, bazie, bagniątka... To też symbole odrodzenia i wiosny – można było je łatwo z tej wierzby zerwać i pożreć, żeby odnowić sobie wnętrzności. Południowcy, w tym pierwsi chrześcijanie, do odnowy wewnętrznej użyliby raczej granatu czy jabłka. To granat był symbolem odrodzenia. No i baranek. Tyle że baranka trzeba zarżnąć, a kurczaczek do lata pożyje.

MH: Właśnie widzę, jak cenisz baranka - w Twoim koszyczku ma właściwe proporcje w porównaniu do reszty świata: przygnieciony kiełbasą, pisanką, popieprzony przypadkiem i ginący w bukszpanich chaszczach.

JW: Cała sprawa z barankiem jest skomplikowana, bo najpierw miał być w zamian za ofiary z ludzi (łut szczęścia miał Izaak), potem znowu historia zbawienia określiła Chrystusa mianem baranka, który miał być poświęcony. W końcu baranek wszedł do koszyczka jako stwór cukrowy i przyznasz, że jest coś przerażającego w odgryzaniu mu głowy przez dzieci.

MH: Jak dobrze, panie doktorze, że chociaż chleb można zjeść po prostu, bez tego mitycznego brzemienia przemiany. Ale na pewno zaraz coś wymyślisz.

JW: Chleb to już na szczęście chrześcijański chleb życia. Sól zawsze miała magiczne właściwości konserwowania mięsa, więc podobnie jak stale zielony bukszpan mieści się w ogólnej tematyce wieczności, nieśmiertelności i odrodzenia. Można ostatecznie podciągnąć ją pod biblię, ale z trudnością. A już z chrzanem trzeba się nakombinować – więc traktuje się go jako pokonanie przez Chrystusa goryczy.

MH: Wspaniale, że do wszystkiego da się dorobić narracje. Za kilka lat Twoja córka będzie kładla do koszyczka sushi jako symbol ubogiego rybaka... Albo iPhone'a z interaktywnym menu dla proboszcza. Żeby święcił konkretnie i żeby wszyscy na Fb mogli zalajkować stylowe oraz pomysłowe elementy koszyczkowego interioru. Ale ale: nic jeszcze nie powiedziałeś o wodzie.

JW: Woda jest symbolem Ducha Świętego, ale tu po prostu chodzi o nowe życie, które wychodzi z wody. I to nie jak parówki, albo jak ryby wychodzące z wody u Darwina, ale raczej jak wody płodowe. Dlatego podczas chrztu mamy do czynienia z zanurzeniem (śmiercią) i wynurzeniem – ponownymi narodzinami połączonymi z ceremonią nadania imienia. Woda w koszyczku to kawałek Jordanu.

MH: Szkoda, że nie Wisły. Nie mamy za wiele polskości w tym wielkanocnym pakiecie. Prawda może zasmucić ortodoksów.

JW: Jako Polak najbardziej lubię w koszyczku oczywiście kiełbasę. Nie ma ona za wiele wspólnego z chrześcijaństwem, Jezus jako prawy Żyd do ust by jej nie wziął, ale bez białego barszczu i białej kiełbasy być nie możem Polakami.

MH: I bez grilla, więc ta przedłużajaca sie zima jest zamachem na naszą kulturę narodową. Nic tylko pić na smutno pod jajeczko i schabowy w oczekiwaniu na Śmigusa Dyngusa.

JW: Od Wielkanocy rośnie dzień, staje się dłuższy od nocy, światłość wygrywa z ciemnością. Tyle tylko, że jakby tak policzyć na palcach, to od piątku do niedzieli mamy dwa dni (z piątku na sobotę, z soboty na niedzielę). Wychodzi, że Jezus zmartwychwstał w poniedziałek). A w poniedziałek mamy cały obrzęd z wodą życia. Kogo nie polejemy, ten uschnie.
Trwa ładowanie komentarzy...