O autorze
Specjalista od retoryki i narracji a także od pokrętności naszej kultury. Pracuje z: ludźmi reklamy i marketingu w zakresie narracji popkulturowych, z prawnikami, politykami oraz tzw. zarządami na polu wystąpień publicznych. W czasie drugich śniadań tłumaczy i pisze książki: ma za sobą Storytelling, Retorykę dominacji, a przed sobą Retorykę narracji. Na Uniwersytecie Warszawskim jest kierownikiem specjalności "Dokumetalistyka".

Ms Highway:
Uważna obserwatorka, która potrafi dostrzec wymiar polityczny w gastronomii i modzie, gdyż zna wagę różnych interesów. Na co dzień pracuje w mediach, a po godzinach to analizuje, co prowadzi do dziwnego rozdwojenia końcówek jaźni.

Rady dla nowego papieża

Zaczął się Wielki Post, ale w czasach, kiedy każdy się odchudza, post nie wzbudza już gwałtownych emocji. Naród europeizowany może łatwo go przegapić. Gdy kościół szuka nowego pasterza, postanowiliśmy wspólnie się zastanowić, co zrobić, żeby rytuał zaadaptować do współczesności.

Ms. Highway: Patrząc na twą minę, widzę, że decyzja Benedykta XVI zrobiła na tobie wrażenie.



Jacek Wasilewski: Tak, ponieważ teoretycznie na to stanowisko może zostać wybrany każdy, kto jest ochrzczony. Papież niekoniecznie musi być kardynałem.

MsH: Słusznie się boisz, bo dla kościoła abdykacja oznacza demokratyzację. No bo jeśli się dożywotnio sprawuje funkcję, to jest rodzaj monarchii. w której boskie namaszczenie do rządzenia uzyskuje jednostka. I musi pełnić rolę do końca. Ale kiedy można zrezygnować z funkcji z powodu braku sił do jej pełnienia, władza nie jest już przypisana do człowieka, ale do stanowiska. Demokracja. Hura. Czas na nowe rozwiązania. Masz jakieś?

JW: Tak. Proponuję reformę postu. Mamy post, ale na mięsnym w galerii handlowej tego nie widać. Naród zatyka swoje tętnice tłuszczem z wieprzy.

MsH: To złaknieni mięsa weterani czasów realnego socjalizmu. Post był kiedyś dla bogatych, bo biedak i tak jadł ryby albo co z mułu wygrzebał. A teraz bogaci są na diecie i jedzą trawę (rukola, kiełki, sałata i liście tego i owego) a nadwaga jest synonimem zaniedbania i biedoty. Trzydziestolatki bez przerwy się wyrzekają przyjemności jedzenia. Woda (choć bez chleba, który tuczy) jest podstawowym elementem diety, chociażby modelek. Każdy się odchudza.

JW: W sumie wszystko, co post zalecał, było dosyć zdrowe.

MsH: Obżeramy się tylko wtedy, kiedy mamy społeczny przymus na rozpustę przy stole – w święta oraz na weselach.

JW. A potem kultura konsumpcji zawłaszczyła i bieganie, i wyrzeczenia. I jak tu teraz się wyrzekać? Tysiące ludzi mają się wyrzec ciężkich wyrzeczeń na siłowni?

MsH: No właśnie – kultura konsumpcji jest czym innym niż kultura biesiady i postu. Konsumpcja gloryfikuje wstręt do tego, co stare, także do starego wyglądu czy samochodu. No i dba się o to, co widać. Duchowości nie widać, ale można mieć T-shirt wyrażający poglądy. Za to w kulturze biesiady odwrotnie: to suto zastawiony stół i obfite kształty były znamieniem dobrobytu. A dbało się o to, czego nie widać - relacje pomiędzy ludźmi. Posłowie polscy kłócili się na warszawskim kole, a zaraz potem wesoło razem szli na wódkę, obejmując się serdecznie.

JW: A dziś nawet na grochu nie można poklęczeć, bo zatłuką cię obrońcy roślin i ekologowie. Wszystko się zmieniło. Dawniej klimat zimowy sprzyjał obżarstwu, a przednówek - postom. W zimę słonina była w cenie, kiedy skacowany Sarmata musiał drew narąbać. A teraz, w galerii handlowej zawsze jest śródziemnomorski chłodek, w którym można zamawiać w sieciówce sałatkę szopską, bo nikt w drogę koniem nie rusza ani rąbać Krzyżaka nie podąża. Jeśli pory roku w galerii handlowej ustały, czas się zatrzymał, to my też chcemy wchłaniać ambrozję, czyli kremy przeciwzmarszczkowe i żywność eko, żeby być wiecznie młodzi. Zamiast ginącymi młodo świętymi, młodzież chce być nigdy nie ginącymi celebrytami z "Mody na sukces", w której nie istnieje proces starzenia.

MsH: Mamy kupować, ale nie tyć. Rewolucja francuska zanegowała obżarstwo jako obyczaj przypisany do warstw próżniaczych. Ludzie managmentu, ludzie aktywni – nie hodują tłuszczu.

JW: Kiedyś warstwy próżniacze jadły w poście jeden posiłek w trakcie dnia, ale za to długi, od rana do wieczora. Ale byli i tacy, co pościli intensywniej. I jedli krótki, jeden posiłek. Stąd nazwa dinner - z późnołacińskiego disjejunare - czyli zaprzestać postu. Ale ludziom pracy, którymi w IX wieku okazali się benedyktyni, potrzeba było więcej kalorii. Toteż oprócz głównego posiłku spożywali czarkę wody i kawałek chleba podczas codziennego słuchania fragmentów ksiąg Kasjana (Collationes patrorum, czyli Rozmowy z ojcami, z IV w.). Tytułu księgi zaczęto używać jako posiłku. To chyba jedyny taki przypadek
.
MsH: A breakfast?

JW: Breakfast oznacza również złamanie postu (post obowiązywał po komunii z wieczornej mszy) czyli break the fast (por. mięsopust - karnawał). No i wraz z postępem jedzono złamanie postu poranne, potem główny posiłek łamiący post i kolacyjkę. A dziś, bez żadnej metafizyki, klasa średnia zżera raz na dzień gotowane warzywa z kubełka. Regres. No to jakie mamy rady dla papieża, żeby pojęcie postu miało sens? Skoro poszczenie jest bez sensu, bo dieta służy fizyczności (wyglądowi) a nie duchowości (charakterowi).

MsH: Dlatego do sprawy można podejść na trzy sposoby. Po pierwsze – zarządzić 40 dni przymusowego obżarstwa, które prowadziłoby do zanegowania kultu fizyczności i materializmu i przyglądania się w lustrze na siłowni. Współczesny konsument mógłby zapomnieć o lustrach, a skupić się na umiejętności zanikającej – rozmowie przy stole.

JW: Czyli wyłączyć telewizor i zakazać patrzeć w lustro, a nakazać przypatrywanie się zapomnianym gębom domowników.

MsH: Sposób numer dwa to odcięcie od mediów na 40 dni – tyle czasu bez Facebooka dla niejednego oznaczałoby śmierć towarzyską, dużo gorszą niż głodowa. Jest czas na przemyślenia. Znacie takich, co na wyciągu sprawdzają maila - oni by mieli czas przemyśleć swoje życie. W końcu konsumpcja treści medialnych też jest konsumpcją.

JW: Politycy musieliby przestać tweetować. W ogóle pomilczeć.

MsH: Trzeci sposób, najbardziej brutalny, to 40 dni bez zakupów, bez galerii handlowych, bez allegro. Jeśli musielibyśmy nauczyć się budować własną tożsamość w oparciu nie o to, co mamy, ale o to, co mamy do powiedzenia, co robimy, czego chcemy, mogłoby się okazać, że wielu z nas jest jednak interesującymi ludźmi, którzy potrafią mówić nie tylko o pracy.

JW: Ty byś mogła?

MsH: Tak, ale potem musiałabym zmówić znów litanię do batona i go przeprosić. Inaczej mógłby mi złośliwie odkładać zły cholesterol.
Trwa ładowanie komentarzy...