11 listopada: dzień wypasu własnego barana

Święto Niepodległości nie jest w Polsce świętem narodu, tylko świętem różnic. Stało się już tradycją, że tego dnia zamiast euforii mamy na ulicach kamienie, gniew i wyzwiska. Liderzy opinii wyprowadzają na wypas swoje tuczone przez rok barany, żeby sprawdzić, czyje wypadają lepiej. I które okażą się mięsożerne.

Jacek Wasilewski: Jak to się dzieje, że PiS ma tylko 14.159 lajków na FB, a tak pięknie karmi się naszą uwagą.... Maestro politrozrywki, karmiąc swoje ego, zasysa miliony przed telewizorem. Przyklejamy się jak taka przyssawka w łazience. Ja sam niczym zafascynowany kryl lecę w otwierającą się paszczę tego płetwala błękitnego... jesteśmy pożerani na żywca.

Miss Highway: Już zrzutka na tacę podczas mszy jest formą „lajka”. Ale lajkowanie zależy od lubienia, więc akurat to, że na 40 mln Polaków PiS lubi 14 tys. jest całkiem możliwe – PiS albo się nienawidzi, albo kocha, to nie jest partia, która ma wzbudzać budyniową sympatię. Nawet tego nie chce. Prezes Kaczyński z uśmiechem jest jak wilk w owczej skórze – a kiedy emocje są duże, atmosfera wybuchowa, to w takiej skórze po prostu oddychać się nie da i trzeba ją zrzucić. Ale w sumie w bajce o Czerwonym Kapturku to wilk jest postacią charyzmatyczną, z osobowością.


JW: Dzisiaj czy politycy, czy celebryci żywią się uwagą. To jest główny zasób postmodernizmu: nie stal, nie PKB, ale uwaga. I to, ile kto jest w stanie jej wytworzyć, na kogo zwrócone są obiektywy kamer W Polsce nadal chyba bardziej liczą się farmy antyfanów niż fanów, co pokazało zgromadzenie antykrzyżowe pod Pałacem Prezydenckim. Na świecie wielkie gwiazdy karmią się sympatią, a nie antypatią. Popatrzmy na te wieloryby Facebooka: pierwszy przekroczył 50 milionów fanów Eminem, gdzieś przy czterdziestce plasują się Shakira, Ronaldo. Oni wszyscy wołają: oglądaj mnie! Żyw mnie swoja uwagą. Ja jestem wspaniały! Żywimy ich lajkami, które przekładają się na gaże koncertowe i reklamowe. My sami zaś karmimy się ich medialnymi odchodami: przetrawionym w tabloidach szczęściem, czy nieszczęściem.

MsH: TV TRWAM tak nie robi. Ona karmi mówi widzów tym, że są jedynymi obrońcami, abstrakcyjna Polska ich kocha i każe im siebie bronić przed podłością pseudorodaków. I to jest ta różnica – popkultura przygarnia wszystkich egoistów, którzy myślą tylko o samorealizacji. PiS, Trwam – tych, którzy chcą być potrzebni innym.

JW: Problem w tym, że oglądalność TRWAM spada i ma średnio około 5,5 tysiąca widzów. Programy dziecięce ogląda tam 8 tysięcy, a szczyt na anioł pański 39 tysięcy. Byle porno kanał w internecie ma więcej. I właściwie ta biedna TRWAM przypomina wymierający gatunek w Australii. Przyszły z innych kontynentów lepiej przystosowane drapieżniki i pożerają naszą uwagę. TRWAM zostają resztki, ochłapy bez siły nabywczej, osobniki stare, niemogące uciekać do przodu. Ci wielcy drapieżnicy uwagi są na tyle silni, że potrafią wychłeptać i naszą uwagę, nie dopuszczając słabszych. Dlatego jako ekolog dość mam tej serwowanej w kinach papki o agencie MI6, za którą jeszcze trzeba płacić, dość mam wyborów w Stanach, a za mało informacji o tych na Ukrainie, które wydają mi się ważniejsze .

MSH: Z tego, co mówisz, wynika, że stałeś się psychofanem PiS-u dlatego, że prezes i jego orszak w niczym nie przypominają Jamesa Bonda czy Baracka Obamy – wolisz konflikty z naszego podwórka. Problem z Ukrainą, Gruzją czy Mongolią jest taki, że się nam nie mieszczą w dzióbki naszego umysłu. Tamtejsze opowieści o polityce, kulturze, świecie, są osadzone w innych formatach – dziennikarze nie dopasują do nich już tak łatwo naszych typowych, zaczerpniętych z filmów schematów, bo musieliby najpierw więcej wiedzieć o Azji w ogóle. „Sprzedaje się” Tymoszenko, bo łatwo było stworzyć o opowieść o uwięzionej księżniczce. Ale jeśli przypatrzysz się tej aferze bliżej zobaczysz, że ona też nie była bez grzechu, tylko wszystko, co nie pasuje do opowieści o bojowniczce z włosami jak kłosy żyta, zostaje przez media usunięte, uproszczone.

JW: Słusznie. My Polacy w toku ewolucji, czyli wykształcania się narodu, budowaliśmy swoją tożsamość w opozycji (szablą odbierzemy, nie damy by nas zniemczył wróg). Dlatego przyciąga naszą uwagę do polityki się wtedy, kiedy jest tragedia, a nie szansa zrobienia czegoś dobrego. Dlatego PiS karmi się uwagą mówiąc o strasznym zagrożeniu i dyskryminacji, a u PO jest jak u modliszek: żeby PO mogło coś ze sobą począć, to musi dać się pożerać PiS-owi.

MsH: Dopiero w trakcie pożerania głowy PO jest w stanie zapłodnić jakimś poparciem umysły przerażonych odbiorców. Jeśli PO się głowy nie użera, to stoi jak kołek i nijak nie zapładnia.

JW: Kiedyś karmiliśmy bogów swoimi ofiarami, potem karmiliśmy krwią ojczyznę, teraz znów karmimy naszą uwagą tych, którzy głaszczą nas po tyłkach, niczym mrówki swoje spadziowe mszyce. W trakcie głaskania nas faszerują nas reklamami, a potem pożrą nas z naszymi portfelami. Zobacz, w co jesteś ubrana, te wszystkie marki lokowane w serialach... widzę to na tobie.

MsH: Ale przed tym PiS chce nas bronić...

JW: No właśnie. I to mnie przyciąga. I płynę jak kryl w stronę tego płetwala błękitnego, który otworzył spektakularnie paszczę.
Trwa ładowanie komentarzy...